- No nie
wiem. – westchnęła mama.
- Nie bądź
taka! – krzyknęłam oburzona. – Sama mi mówiłaś, że trzeba zgłębiać historię,
szukać przygód i…
- Nie o
takie przygody mi chodziło! To miejsce jest dobre parę kilometrów stąd. Myślisz,
że puszczę 14-letnią dziewczynkę samą, bo ubzdurała sobie, że chce… zgłębiać
historię?
Zrobiłam minę jak rozkapryszone dziecko, ale mama machnęła
na to ręką i ominęła mnie szerokim łukiem. Ruszyłam dziarskim krokiem za nią
dając jej do zrozumienia, że nie odpuszczę jej tak łatwo. Westchnęła i
zatrzymała się w połowie drogi.
- Czemu się
tak na to uparłaś? – spytała kobieta. -
Nie wystarcza Ci, że jesteś w cholernym domu naszych przodków?
Pozwiedzaj posiadłość, a nie jedź na sam koniec Anglii, by też coś tam
pozwiedzać.
- Nie
rozumiesz powagi sytuacji! – rzuciłam rozdrażniona, co tylko wywołało jeszcze
większe oburzenie u matki.
- Ja to mam
szczęście. Nie dość, że mąż woli studiować stare księgi, niż spędzać czas ze
mną, to jeszcze córka zawraca ci głowę cały dzień, bo się jej coś upieprzyło.
Nie ma mowy! – zaakcentowała ostatnie zdanie i odwróciła się na pięcie.
Ruszyła do ogrodu, by przygotować stół do śniadania, a ja
pobiegłam za nią. Skomentowała to głębokim westchnięciem dając sobie spokój z
upominaniem. Przeszłyśmy przez parę długich korytarzy, aż w końcu trafiłyśmy do
upragnionego wyjścia. Otworzyłyśmy drzwi i weszłyśmy do ogrodu. Na miejscu
przywitała nas Paula i stary pan ogrodnik, który wczoraj zniknął mi z oczu.
- Jak tak
masz za mną chodzić cały dzień to się na coś przydaj i pomóż mnie i Pauli ze
śniadaniem. – westchnęła rodzicielka i pokazała obrus, który niechlujnie wisiał
na sznurku.
Z niechęcią zerwałam wiszący biały materiał i narzuciłam na
stolik. Paula postawiła wazon z kwiatami na blacie i poprawiła parę sterczących
listków.
- Gdzie jest
kuchnia? – spytała uprzejmie matka.
- Służba
zajmie się śniadaniem. – uśmiechnęła się Paula.
- No proszę.
Nie wiedziałam, że w XXI wieku są takie wygody. – zaśmiała się. – Ale naprawdę
nie trzeba. Chętnie coś ugotuję.
- Ależ
skądże. – machnęła ręką brązowowłosa służąca. – Jesteście naszymi gośćmi.
Zrobimy wszystko, by umilić wam czas.
Dyskretnie opuściłam ogród, by nie słuchać dalszej wymiany
zdań z której aż biło uprzejmością i słodkością. Nie mając co począć usiadłam
na fontannie, która zdobiła drugą część ogrodu. Pobawiłam się trochę zimną,
krystaliczną wodą, ale zdając sobie sprawę, że
wygląda to co najmniej dziecinnie, zaprzestałam dalszej zabawy.
Zwróciłam swój wzrok na lekko zachmurzone niebo, ale szybko spuściłam głowę na
ziemię. Poszurałam bucikami po trawie i głęboko westchnęłam.
- Co się
panience stało? – spytał z uśmiechem stary pan ogrodnik, który przyszedł z
dużymi nożycami w ręku.
Dopiero teraz zobaczyłam w całej okazałości jego szczupłą
twarz znad kapelusza. Miał gęste, siwe włosy i tego samego koloru brodę. Oczy
były wąskie i mające bardzo dziwną barwę – mieszanka zieleni z czerwienią.
Staruszek był co najmniej niższy ode mnie o 3 głowy.
- Sęk w tym…
- zawahałam się.
- Proszę
mówić. – obdarzył mnie ciepłym uśmiechem i wziął się za obcinanie krzewów.
- Mama nie
chce mnie puścić do pewnego miejsca . – powiedziałam śmielej. – A dla mnie jest
ważne, by tam się udać.
Szybko ugryzłam się w język. Jeszcze tego brakowało, by
żalić się służbie.
- A jaki to
adres? Mogę panienkę tam zabrać jeśli będzie to po drodze do kwiaciarni do
której zawożę kwiaty. – podrapał się na policzku zostawiając ślady ziemi z
brudnych rękawic.
- O, taki. –
podałam mu karteczkę, którą napisała mi Paula.
Staruszek kuknął na adres i wydał z siebie odgłos
zdziwienia. Znowu podrapał się w to samo miejsce i podniósł brwi.
- Po co chcesz tam jechać? – spytał po
kilkusekundowej ciszy.
- Chcę… Po
prostu chcę… – odparłam lekko zdziwiona reakcją ogrodnika.
- Czy to ma
coś wspólnego z Cielem Phantomhive?
- Skąd pan
wie?
- Ten adres
to miejsce jego posiadłości.
Teraz to ja zaniemówiłam. Nie sądziłam, że Paula od razu
doprowadzi mnie do takiego miejsca. Z jednej strony cieszyłam się, ale z
drugiej dopadł mnie dość nieprzyjemny dreszczyk.
- Na twoim
miejscu nie jechałbym tam. Ba, nawet bym o tym nie myślał – rzekł.
- A niby to
czemu? – rozłościła mnie wścibskość staruszka, więc zamiast powiedzieć to
normalnie, z moich ust wydobyło się warknięcie.
- Bo Ciel
nie lubi jak bezcześci się jego posiadłość. – mimo mojej nieprzyjaznej postawy,
odpowiedział nadzwyczaj spokojnie.
- Nic mu się
nie stanie, bo nie żyje. – powiedziałam to z lekką irytacją w głosie.
- Oj, żyje
żyje. – westchnął. – I ma się dobrze, zapewniam Cię.
- Demony, tak? – odparłam.
- Może
panienka wierzyć, albo nie… - poprawił swój kapelusz. – … ale planuje powrót do
Anglii i to nie będzie zbyt dobre dla ludzkiej rasy.
- Chce
opanować świat? Rządzić ludzkością i takie tam? – zaśmiałam się lekko. –
Oklepane.
- Nie o to
chodzi. – powiedział twardo. – Wyznaczył sobie cel. I jest gotów zasiekać
połowę ludzi, by go osiągnąć. Owszem, jest na razie pokojowo nastawiony. Dopóki
nie odkryje sekretu mieszczącego się w tej głowie… - uderzył dwa razy palcem o
czoło. - … możesz spokojnie spać.
- Nie
rozumem. Mówi pan, że jest on pokojowo nastawiony i będzie do tej pory. Chyba,
że odkryje sekret, który wie tylko pan. W czym problem? Wystarczy cicho
siedzieć.
- Chyba, że
posłuży się shinigami, który odczyta moje wspomnienia. A grasuje tutaj taki
jeden.
Nie miałam pojęcia o czym on mówił. To wszystko wydawało mi
się dziwne i psychodeliczne. Nie wierzę w demony, ale staruszek był nadzwyczaj
dobry w udawaniu. W jego głosie było słychać swego rodzaju nostalgię i wołanie
o pomoc. Tak jakby wiedział, że niedługo umrze.
- Connie! –
krzyknęła matka z oddali. – Śniadanie gotowe!
Westchnęłam. Popatrzyłam jeszcze raz w stronę ogrodnika, ale
zniknął mi z oczu.
- Dziwne. Bardzo dziwne. – wymamrotałam.
***
Tata sięgnął po kolejną kanapkę mając jeszcze w buzi
jajecznicę. Nałożył na swój talerz parę plasterków bekonu wydając z siebie
zadowolony pomruk.
- Kochanie,
zachowuj się. – skarciła go mama nonszalancko krojąc jajko sadzone.
Tata prychnął tylko i
kontynuował dalsze konsumowanie. Kobieta syknęła do niego po raz drugi,
a ten odparł rozdrażniony:
- Kobieto, ja
nie mam czasu cackać się ze sztućcami.
- Ah taak.
Idziesz pozwiedzać skarbnicę wiedzy naszego rodu. – warknęła ironicznie.
Kolejna kłótnia. Przyzwyczaiłam się. Rodzice mając tendencję
do wypominania sobie błędów, potrafią robić awantury z byle błahostek. Tata to
jeszcze, ale mama po kłótniach jest niczym bomba, która w każdej chwili może
eksplodować.
- Wychodząc
za mnie wiedziałaś o moich zainteresowaniach. Teraz mi nie rób wyrzutów. –
rzekł przegryzając nerwowo kanapkę.
- Wiedziałam,
ale nie miałam pojęcia, że nawet w naszą cholerną rocznicę będziesz biadolił o
tych przeklętych kronikach!
No tak. Dzisiaj 3 lipca. Ich 15 rocznica. Już nie wiem jak
się tata wybroni.
- Nie wyzywaj
ich od przeklętych. – dodał przytłumionym głosem ignorując fakt o ich święcie.
Sięgnęłam po kolejne miękkie jajko z farszem i westchnęłam.
Mama faktycznie ma potąd nasze zainteresowania. W sumie jest z rodu Harrietów,
więc co ma interesować ją rodzina Middlefordów, chociaż do takowej należy.
- Chcę Ci
poinformować, że wybieram się dzisiaj do biblioteki na drugim końcu Anglii. Nie
będzie mnie połowę dnia. – dodał cynicznie.
- Proszę
bardzo. – kobieta wstała i wyszła z ogrodu siejąc w swoim otoczeniu mroczną
aurę.
Ojciec westchnął i z niechęcią popatrzył na jedzenie.
- Tatku.. –
zaczęłam.
- Słucham?
Czekałam na tą chwilę, kiedy zostaniemy sam na sam.
Ześlizgnęłam się z krzesła i pokazałam mężczyźnie kartkę z adresem.
- Zabierzesz
mnie tam? – spytałam pełna nadziei.
Zilustrował dokładnie cały kawałek karteczki i kilkoma
paroma ruchami głowy oznajmił że się zgadza.
- Tak! –
krzyknęłam. – Kocham Cię!
Rzuciłam mu się na szyję, po czym ruszyłam cała w
skowronkach do swojego pokoju, by ogarnąć się przed podróżą. Zignorowałam fakt,
że ogrodnik łypał na mnie pełen rozczarowania i goryczy podlewając kwiatki w
ogrodzie. Nikt mi nie zmarnuje dnia. Dziś chcę odkryć całą prawdę o Cielu
Phantomhive.
Takie fajne, pomysł oryginalny, przez co ciekawy. Niby opowiadanie o Cielu i Lizzy, ale przedstawione zupełnie inaczej niż inne. Szkoda tylko, że nie dokończone :< No, ale cóż może jeszcze do tego wrócisz, przynajmniej taką mam nadzieję :)
OdpowiedzUsuń